The Family Without Borders

M.G. Na swoim blogu piszecie, że narodziny dziecka nie powinno wpływać na wcześniejszy sposób życia. Jeśli wcześniej się podróżowało to dalej należy to robić – teraz tylko większą grupą. Wnoszę z tego, że Wasze życie zawsze było związane z podróżami… jak się zaczęło, jak poznałaś męża, gdzie była Wasz pierwsza wspólna wyprawa?

No trochę tak: poznaliśmy się w Brukseli i rzeczywiście jednym z naszych pierwszych tematów były podróże. Potem braliśmy udział w różnych międzynarodowych spotkaniach po to, żeby się spotkać. Najpierw była Dania, potem Armenia, a potem to już się zdążyłam przenieść do niego, do Berlina i wspólne wyprawy były na porządku dziennym: przejechaliśmy całą Unię i Bałkany.

M.G. Z dzieckiem pierwszy raz wyjechaliście w podróż wokół Morza Czarnego, ile lat miała wówczas Hania?

Cale pól roku!

M.G. To bardzo mało! Takie dziecko wymaga ciągłej opieki, karmienia, przewijania. Trzeba zabrać ze sobą mnóstwo rzeczy! Jak sobie z tym radziliście?

Według nas takie dziecko wymaga snu, jedzenia i szczęśliwych rodziców. A właśnie w trasie jesteśmy najszczęśliwsi. Jasne, trzeba wziąć ze sobą sporo rzeczy i dlatego postanowiliśmy jechać autem, a nie stopem czy pociągami. Ale z drugiej strony wszędzie na świecie są dzieci i pieluchy, kaszki czy zabawki można kupić wszędzie.

M.G. Na 6 miesięcy podróży waszym domem stał się stary Reanult Espace. Czy wybór tego samochodu był przypadkowy czy to przemyślana decyzja? Mogąc powtórzyć dokonali byście takiego samego wyboru?


Wybór był fajnym zbiegiem okoliczności, ale wolelibyśmy takiego zbiegu już nie powtarzać. Było to autko mojego taty, wypożyczył je nam na okres podróży (i nie dostał z powrotem, bo w ostatnim tygodniu podróży Espace powiedział „dość” i został na zawsze w Serbii). Jechało się dobrze, spało w środku się dobrze, ale zbyt często musieliśmy odwiedzać warsztaty samochodowe i jednak francuska marka i jej części są mało gdzie popularne.

M.G. A jak odnosili się do Was tubylcy… czy małe dziecko pomaga przełamać lody czy wręcz przeciwnie?

Absolutnie cudownie: słodkie blondyneczki czy to na Kaukazie czy w Ameryce Środkowej otwierają serca i drzwi. A już na pewno wzbudzają zaufanie: inaczej wygląda para z aparatem, inaczej z dziećmi.

Poza tym, mam wrażenie, im mniejsza i bardziej zapyziała wioska, tym ludzie bardziej się cieszą, że ktoś do niej zabrał swoje dzieci. I chcą też pokazać, że ten wybór był dobry, że będzie miło i bezpiecznie.

No i dochodzi łatwość rozpoczęcia rozmowy: a chłopiec, dziewczynka, ile ma,  a po chwili można dojść do, z dziennikarskiego punktu widzenia, ciekawszych rozmów.

M.G. Oczywiście muszę zadać pytanie o bezpieczeństwo. Jak radzicie sobie z ewentualną chorobą dziecka? Macie jakąś specjalną apteczkę? A może wykupiliście jakieś super hiper ubezpieczenie z opcją ewakuacji helikopterem?

W pierwszej podróży Hania nie miała nawet kataru. Jadąc przez Amerykę Środkową zdarzają się zaziębienia (bo np. gorąco, a kawiarni klima), ale też bez przesady. Jasne, mamy dobrą apteczkę. Jasne, mamy dobre ubezpieczenie.

M.G. Podczas pierwszej podróży okazało się że Wasza rodzina ponownie się powiększy! Widać Renault był nie tylko świetnym domem ale także sypialnią:) . Kolejne dziecko nie powstrzymało Waszego apetytu na podróżowanie gdzie zdecydowaliście ruszyć tym razem?

Ameryka Środkowa: od Meksyku do Panamy.

M.G. Dlaczego Ameryka?

Od zawsze chcieliśmy do Ameryki Łacińskiej, ale w pierwszą podróż zdecydowaliśmy się jechać lądem, a w drugą najpierw braliśmy pod uwagę Amerykę Środkową, ale szybko zmieniliśmy zdanie. Spodobało nam się przejechanie kilku krajów w ciągu jednej podróży, a w takiej Brazylii możnaby spędzić dużo więcej czasu niż nasze pół roku. A tak, wstążeczka między Ameryką Północną i Południową będzie zaliczona. Kawałek świata – zobaczony, od oceanu do oceanu.

M.G. Ponownie waszym domem został Van… jako portal poświęcony terenówką muszę zapytać! Dlaczego nie coś co może zjechać z asfaltu?!

Poza tym, żeby samochód był fajny, chcemy w nim spać. Całą czwórką. Bo to wygodne (można się zatrzymać gdzie nam się tylko podoba) i bezpieczne (bo można odjechać w każdej chwili). Nie znam się za bardzo, ale mój Tom niczego w Meksyku nie znalazł, co łączyło by dwie opcje: spanie i terenowanie. Ale ale, zjeżdżamy z asfaltu 🙂 W Gwatemali zdarzały się i ze trzy dni bez asfaltu.

M.G. Tym razem jedziecie z dwójką dzieci! Jak jest? łatwiej – bo macie doświadczenie? Czy trudniej bo jest Was więcej?

Trudniej. Bo dziewczyny mają jeszcze inny rytm, większa Hania biega i chciałaby ciągle coś robić, mała Mila ledwo raczkuje i mogłaby jeszcze dwa razy dziennie spać. Myślę, że za rok-dwa będzie łatwiej. Ale pomimo tego, że więcej rąk mamy zajętych i tak jest fajnie.

Ale ja myślę, że we dwoje z dwójką dzieci w podróży i tak jest łatwiej niż gdybym ja jedna była z nimi w domu. Które dzieci mają tyle szczęścia, żeby mieć i mamę i tatę 24/7? 🙂

M.G. Gdybyście mieli porównać napotkanych ludzi w Europie/Azji (morze czarne) a tymi spotkanymi w Ameryce… gdzie jest sympatyczniej?

Najsympatyczniejszym krajem pod względem ludzi, bez dwóch zdań, była Gruzja. Z Gruzją ciężko konkurować. Potem chyba Honduras, potem Turcja. Nie ma kontynentalnej reguły!

M.G. Oczywiście pytanie o najbardziej niesamowitą przygodę w Ameryce?

W Ameryce wszystko jest ciekawsze, bo jest bardziej inne od europejskich doświadczeń. Kulturowo, językowo, religijnie – wszystko zaskakuje. Ruiny Majów robią ogromne wrażenie, maleńkie wysepki czy małpki, które Hania chce zabrać do domu. Ale dla nas zawsze najważniejsi są ludzie: więc chyba noce z wielodzietnymi rodzinami w Gwatemali czy wioski Mennonitów w Belize. Po szczegóły zapraszamy na bloga 🙂

M.G. Na koniec pytanie które musi paść, jak zdobywacie pieniądze na swoje podróże? Przecież 6 miesięcy w trasie nie jest za darmo.

Te dwie duże podróże zgraliśmy w czasie z urlopem macierzyńsko-tacierzyńskim, podczas którego w Niemczech dostaje się przez 14 miesięcy 65% pensji. A to, jak na Gwatemalę czy Azerbejdżan, sporo. Poza tym wynajmujemy nasze mieszkanie na ten czas. Jemy taniej niż jedlibyśmy w Warszawie czy Berlinie. Produkty podróżnicze dostaliśmy od Alpinusa. Foteliki dziecięce od firmy Roemer. Nie jest źle! 🙂

avatar

Author: Marcin Gerc

Moja przygoda z off-roadem rozpoczęła się blisko 15 lat temu od zakupu Land Rovera Discovery. Wcześniej jako kibic byłem na jednym czy dwóch Wertepach, na wczasach jeździłem wypożyczonym Samurajem, a z kolegą udało nam się po klamki zakopać Vitarę na poligonie w Drawsku. Jednak to dopiero własny Land Rover rozpoczął prawdziwą przygodę. Przygodę, która wciągnęła mnie tak mocno, że każde wakacje staram się spędzać na terenowym wyjeździe, że nie wystarczały mi już samochody 4x4 i postanowiłem spróbować sił na motocyklu, a teraz naszło mnie jeszcze aby dzielić się pasją z innymi. Tak powstało Passion4travel.pl

Share This Post On