Przygody w Suadnie [Globall 2012]

Relacja dla Passion for Travel 25.03.2012

Ekspedycja Globall po płynnym przejechaniu kontynentu Afruykańskiego utknęła na 16 dni na granicy Sudańsko Egipskiej. Organizacja przekraczania tego jeziora i tej granicy jest jedną z najbardziej kuriozalnych jakie widzieliśmy na naszej trasie. Praktycznie nigdzie nie mieliśmy kłopotów z przekracaniem granicy. Nawet najbardziej zwariowane przejscia w Azji lub Zambii nie mogą się równać z bałaganem i lenistwem obsługi promów, celników, wojska i policji w Sudanie. Nadal czekamy na starcie z administracją Egipską. Procedury rejestracji i ubezpiczeń mają ponoć kosztować 500 zł. Sam prom kosztuje około 450 zł za samochód oraz 50 zł za bilet na statek osobowy. Nie są to ceny oszałamiajace.

Jednak po Jeziorze Nassera kursuje raz na 2 tygodnie jedna barka z rampą pozwalającą zabierać na pokład samochody. Sudańczycy obiecują załadunek pojazdów na inna barkę, jednak brak jakichlolwiek urządzeń w porcie po sudańskiej stronie nie pozwala na taką operację. Pośrednik sprzedający bilety i teoretycznie pomagający w porocedurach puszcza wodze fantazji i obiecuje nam transport samochodów w ciągu 4 dni. Wierzac w jego słowa opuścicliśmy gościnny Sudan. Czekamy teraz już 9 dzień na przypłynięcie barki z autami. Kolejne telefony to standardowe zbywanie – opowiadaja jak to wiatr nie pozwala na rozładunek, lub że jest święto, później że barka była za wysoka i ni udało się spakować samochodów. (Jak mógł o tym niewiedzieć ktoś kto od 15 lat zajmuje się transportem na tym jeziorze???)


Szczęście w nieszczęściu, po stronie Egipskiej jest mnóstwo rzeczy do zobaczenia, mnóstwo zabytlków kafejek i sklepów po których można bez końca buszować. Po stronie Sudańskiej jest tylko piach, pustynia i kiepskie jedzenie. Warunki sanitarne gorsze niż w jakimkolwiek dotychczas miejsu.


W dodatku w trakcie rejsu z Sudanu do Egiptu nasz statek zboczył z kursu o jakieś 5 kilometrów, niechcący zawrócił i uderzył w skały. Ewakuacja na szczęście nie była konieczna – stan środków ratunkowych był w standardzie sudańskim. Po 12 godzinach przypłynął bliźniaczy statek i udało nam się dotrzeć do Assuanu z 20 godzinnym opóźnieniem. Na skale na jeziorze pozostał zakotwiczony nasz wcześniejszy środek transportu. Parę zdjęć z tego zdażenia oraz film są dostępne na naszej stronie www.globall.pl. Rząd Egipski by wynagrodzić nam te niebezpieczeństwa zaproponował nam darmowy nocleg w hotelu sportowym. Dzięki temu 14 dni oczekiwania nie wiąże się dla nas z ogromnymi kosztami. W egipcie po rewolucji znacznie zmniejszyła się ilość turystów, kraj ogromnie z tego powodu cierpi ekonomicznie, dlatego tak bardzo zależy Egiptowi na zatarciu złego wrażenia spowodowanego katastrofą.


Nasza dalsza trasa przewidywała przejazd przez półwysep Synaj i dalszą drogę przez Jordanię i Syrię. W kairze spróbujemy uzyskać wizy tranzytowe Syryjskie. Jeśli nie będzie to molziwe, ekspedycja będzie musiała zakończyć się w Alexandrii skąd promem lub w kontenerach udamy się do Włoch lub Stambułu. Na samochodach mamy uwięziony także ładunek naszych piłek dla Egiptu, Jordanii, Syrii, Turcji, Bułgarii, Serbii, Węgier i Słowacji.

Sudan mocno zwerfyfikował nasze pojazdy. Droga od granicy z dużymi fałdami i dziurami ostatecznie wykończyła półoś w Daihatsu. Samochód ten ze względu na konstrukcję z osiami obciążonymi nie może się poruszać ze złamaną półosią. Relacje na ten temat mogliście znaleźć na naszych stronach.

Następnie głęboki piach i zakopywanie się kolejnych smochodów spowodowały pęknięcie przedniej półosi i zniszczenie tylnego dyfra w jednym z Defenderów. Samochód musieliśmy cholować 350 kilometrów by zdążyć na prom do Egiptu. Na drugim defenderze tuż przed odpłynięciem do Egiptu znaleźliśmy kolejne solidne pęknięcia ramy w tylnej części. Kolejne spawanie w Assuanie?

Pozdrawiamy z Assuanu

Bartłomiej Suder

 

Author: Marcin Gerc

Moja przygoda z off-roadem rozpoczęła się blisko 15 lat temu od zakupu Land Rovera Discovery. Wcześniej jako kibic byłem na jednym czy dwóch Wertepach, na wczasach jeździłem wypożyczonym Samurajem, a z kolegą udało nam się po klamki zakopać Vitarę na poligonie w Drawsku. Jednak to dopiero własny Land Rover rozpoczął prawdziwą przygodę. Przygodę, która wciągnęła mnie tak mocno, że każde wakacje staram się spędzać na terenowym wyjeździe, że nie wystarczały mi już samochody 4x4 i postanowiłem spróbować sił na motocyklu, a teraz naszło mnie jeszcze aby dzielić się pasją z innymi. Tak powstało Passion4travel.pl

Share This Post On