Przez Mauretanię – kierunek Mali część III

Tutaj znajdziecie wcześniejsze części opowieści pierwszą i drugą.

DSC_0358

Z czym Ci się kojarzy warsztat samochodowy? Z kanałem? Z podnośnikiem? Z profesjonalnym zestawem narzędzi? W Mauretanii wystrój „wnętrza” polecanego warsztatu może jednak zaskoczyć. Choćby dlatego, że nie ma tego „wnętrza”. Części remontowanych silników leżą w piasku. Obsługa cieszy się jak dzieci, kiedy w prezencie dostają młotek.  Tak – trafiliśmy do jednego z prężniej działających warsztatów o profilu blacharsko-lakierniczo-mechanicznym w Kifie.

Z czym Ci się kojarzy warsztat blacharsko-lakierniczy? Z kolejką? Długim czasem oczekiwania? Ha! W Mauretanii zajmą się Tobą od ręki. Możesz zaczekać pod daszkiem z kartonu i folii, obsługa rozpali węgiel drzewny i przygotuje herbatę. W ciągu pierwszej godziny będą się z Tobą oswajać, a w drugiej godzinie, przy użyciu swoich telefonów wyślą rodzinie zdjęcia bladej twarzy, która do nich trafiła.

DSC_0352

W panującym upale ciężko wysiedzieć pod daszkiem, więc wybraliśmy się na miejscowy targ. Nie odważyłem się tam wyjąć aparatu. Nogi w sandałach grzęzły w szarym kurzu. W śmieciach pochodzenia roślinnego można było bez problemu wypatrzeć elementy zwierzęce – np. wielbłądzie ogony ucięte u nasady. Lodówki w sklepach co jakiś czas są włączane do prądu (agregatu) ale na stoisku mięsnym nie słyszano o chłodziarce. Obdarte ze skóry owce? wiszą ukrzyżowane na deskach. W czasie przejazdu przez Mauretanię unikałem mięsnych potraw…

Po chwili żałowałem, że aparat podróżował zamknięty w torbie na ramieniu. Kiedy wyjąłem go na peryferiach miasta ludzie zbiegali się przed obiektyw. Powtarzałem grupowe ujęcia bo np. właśnie przejeżdżała dwukółka z osiołkiem, której właściciel zapragnął znaleźć się w kadrze.

DSC_0395

Wieczorem nocujemy na campingu i zacieramy ręce na myśl o czekającym nas wjeździe do Mali.

Text: Piotr Menducki, fot. Paweł Jankowski i Piotr Menducki

Blog wyprawy: http://blog.kamyk.pl

avatar

Author: Marcin Gerc

Moja przygoda z off-roadem rozpoczęła się blisko 15 lat temu od zakupu Land Rovera Discovery. Wcześniej jako kibic byłem na jednym czy dwóch Wertepach, na wczasach jeździłem wypożyczonym Samurajem, a z kolegą udało nam się po klamki zakopać Vitarę na poligonie w Drawsku. Jednak to dopiero własny Land Rover rozpoczął prawdziwą przygodę. Przygodę, która wciągnęła mnie tak mocno, że każde wakacje staram się spędzać na terenowym wyjeździe, że nie wystarczały mi już samochody 4x4 i postanowiłem spróbować sił na motocyklu, a teraz naszło mnie jeszcze aby dzielić się pasją z innymi. Tak powstało Passion4travel.pl

Share This Post On