Campus Islandia Expediton 3-5.08.2011

Rano jadąc wybrzeżem natrafiamy na foczą kolonię przy której oczywiście się zatrzymaliśmy. Koło południa  przyjechaliśmy do Isafjordur, największego miasta i w praktyce stolicy Fiordów Zachodnich.

Pierwszy osadnik, niejaki Helgi „Chudy” Hrolfsson dotarł tam w X wieku, a samo miasto zostało założone w 1569 roku.  W miasteczku można udać się do Muzeum Morskiego, zjeść coś w dawnym budynku portowym i zatankować samochód.

Nasza dalsza droga na południową część Fiordów Zachodnich prowadziła przez prawie 5 kilometrowy tunel zbudowany kilkanaście lat temu. Ciekawostką tego tunelu jest to że w połowie jego długości rozgałęzia się na dwa różne tunele prowadzące do odległych od siebie miejsc.

Na nocleg docieramy pod ogłuszającą grupę wodospadów. Wirujące białe wody Dynjandi spadają jak po drabinie 100 metrów w dół.

Rano cofamy się kilkanaście kilometrów aby zmierzyć się z drogą opisaną w przewodnikach jako nieprzejezdną nawet dla aut 4×4. Krąg Svalvogar okazuje się uroczą  około 60 kilometrową drogą jednak z powodu swojej trudności wymagającą pełnej koncentracji od kierowcy.

Wieczorem dojeżdżamy do położonego w firodzie Fostfjordur miejsca gdzie na mapie jest zaznaczony basen termalny. Po szybkich oględzinach postanawiamy tam zostać.  Nasze lekkie zdziwienie budzi Islandczyk który podjeżdża, bierze ręcznik z samochodu i mijając basen idzie 50 metrów dalej do strumienia.  Okazuje się że jest tam zrobiony naturalny mini basen do którego sączy się gorąca woda o temperaturze 44 stopni. Wieczór oczywiście spędzamy zanurzeni w wodzie co chwila wychodząc na trawkę aby podmuchy lodowatego wiatru trochę schłodziły nasze ciała.

Piątek stanowi dla nas dzień „transportowy” przemierzamy ponad 300 kilometrów krętych dróg. Towarzyszył nam niesamowity wiatr chcący zepchnąć nasz samochód z drogi a lejący do tego deszcz był jego sprzymierzeńcem.  Wieczorem dotarliśmy do uroczego miasteczka położonego na klimatycznym cyplu Stykkis-Holmur. Po szybkim zwiedzaniu miasteczka niedaleko niego rozbijamy obóz, wieczorem zaczyna się przejaśniać co daje nam nadzieje na przyjemniejszy dzień.

Text: Michał Rej. Zdjęcia: Piotr Stańczak

avatar

Author: Marcin Gerc

Moja przygoda z off-roadem rozpoczęła się blisko 15 lat temu od zakupu Land Rovera Discovery. Wcześniej jako kibic byłem na jednym czy dwóch Wertepach, na wczasach jeździłem wypożyczonym Samurajem, a z kolegą udało nam się po klamki zakopać Vitarę na poligonie w Drawsku. Jednak to dopiero własny Land Rover rozpoczął prawdziwą przygodę. Przygodę, która wciągnęła mnie tak mocno, że każde wakacje staram się spędzać na terenowym wyjeździe, że nie wystarczały mi już samochody 4x4 i postanowiłem spróbować sił na motocyklu, a teraz naszło mnie jeszcze aby dzielić się pasją z innymi. Tak powstało Passion4travel.pl

Share This Post On